Szanujcie jedni drugich... Drukuj Email
Autor: Włodek Tasak   
niedziela, 13 września 2015 00:00

Jedną z licznych wad widocznych w naszym narodzie, a co za tym idzie w naszym... Kościele – jest brak szacunku dla siebie nawzajem. Dla wyższych od siebie – w myśl powiedzenia: „Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”, a co dopiero dla równych sobie czy mniej znaczących. To, że w społeczeństwie sytuacja wygląda tak, jak wszyscy wiemy, nie musi dziwić. Także to, że społeczeństwu nie da się po prostu powiedzieć: „Ludzie, szanujmy się”: bo niby dlaczego mieliby rezygnować ze swoich naturalnie-narodowych upodobań.

Nie powinniśmy jednak przechodzić do porządku dziennego nad podobnym zjawiskiem w Kościele. Zjawiskiem polegającym na lekceważeniu starszych – i w sensie autorytetu w Kościele czy zborze, i w sensie wieku, a także młodszych – też w obu tych znaczeniach.
A to tym bardziej nie powinniśmy tej sprawy zaniedbywać, że jedną z tych cech, które powodują, iż Kościół dobrze funkcjonuje jako jeden organizm, jest szacunek. Szacunek, jakim darzą się ludzie w zborze, jaki okazują sobie nawzajem, jaki okazują innym. Szacunek to inaczej cześć, poważanie, poszanowanie, uznanie.

Po angielsku szacunek to „respect”. I w naszym języku słowo „respekt” jest synonimem szacunku – ale tylko w odniesieniu do silnego, tego, który ma niepodważalne atuty, pewną przewagę nad nami. Tymczasem biblijny szacunek należy się nie za siłę, ale także i za słabość, a może nawet za nią przede wszystkim. Żydzi mawiali: „Królestwo Boże to świat odwrócony”.

Apostoł Paweł zauważył rzecz istotną:

To więc mówię i zaklinam na Pana, abyście już więcej nie postępowali, jak poganie postępują w próżności umysłu swego, mający przyćmiony umysł i dalecy od życia Bożego przez nieświadomość, która jest w nich, przez zatwardziałość serca ich, mając umysł przytępiony, oddali się rozpuście dopuszczając się wszelkiej nieczystości z chciwością. Ale wy nie tak nauczyliście się Chrystusa, jeśliście tylko słyszeli o nim i w nim pouczeni zostali, gdyż prawda jest w Jezusie (Ef 4:17-21).

Z jego słów wynikają dwie ważne prawdy:
1. To Jezus czyni nas innymi, mogącymi sprostać wymaganiom, normom i wzorcom życia zbudowanym na Bożych oczekiwaniach. Mamy być inni, wyraźnie odróżniający się w swym postępowaniu i myśleniu od dawnego życia. 
2. To On sam jest tych norm i wzorców najlepszym odwzorowaniem i jednocześnie nauczycielem. Jezus był wyraźnie inny niż świat, w którym żył. 

Trzy tego przykłady znajdujemy w Nowym Testamencie.

Przykład Chrystusa

Kto zaś jest największy pośród was, niech będzie sługą waszym, a kto się będzie wywyższał, będzie poniżony, a kto się będzie poniżał, będzie wywyższony (Mt 23:11-12).

To teoria, ale zaraz następuje przykład zastosowania tych słów: Gdy więc umył nogi ich i przywdział szaty swoje, i znów usiadł, rzekł do nich: Czy wiecie, co wam uczyniłem? Wy nazywacie mnie Nauczycielem i Panem, i słusznie mówicie, bo jestem nim. Jeśli tedy Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem nogi wasze, i wy winniście sobie nawzajem umywać nogi. Albowiem dałem wam przykład, byście i wy czynili, jak Ja wam uczyniłem (J 13:12-15).

To był przykład – nie nowy obyczaj. Ilustracja zasady. Mówimy: przykład idzie z góry. To jest dokładne odwzorowanie tej zasady. 

Miarą twojej wielkości nie jest to, jak wysoko siebie cenisz ani nawet to, jak wysoko jesteś oceniany, np. ze względu na pozycję, jaką zajmujesz. Ludzi, którzy tak myśleli, spotkała druzgocąca krytyka Jezusa: A wszystkie uczynki swoje pełnią, bo chcą, aby ich ludzie widzieli. Poszerzają bowiem swoje rzemyki modlitewne i wydłużają frędzle szat swoich. Lubią też pierwsze miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach (Mt 23:5-6).
Taka postawa nie ma nic wspólnego z autorytetem czy szacunkiem, którym jest się obdarzanym. To jest efekt silnej potrzeby posiadania czegoś, na co się nie zasługuje. 

Tymczasem rzeczywistą miarą twojej wielkości jest to, jak bardzo potrafisz działać w oderwaniu od swojej oceny czy pozycji. Miarą twojej wielkości jest to, jak wysoko cenisz innych i czy okazujesz im szacunek bez względu na ich pozycje. 
Niewolnik służył, bo musiał. Człowiek obłudny służy, by być dobrze widzianym i ocenianym. Natomiast uczeń Chrystusa służy drugim, bo ceni ich; w jego oczach mają dostateczną wartość, by chcieć im usłużyć, warci są tego, aby coś dla nich zrobić. 
Nie – ja jestem wart tego, by mi służono, ale – on warty jest tego, by mu usłużyć. Pamiętaj: „Nie mów o nikim, że jest nic nie wart, bo za niego umarł Chrystus” (Marc Antoine Muretus). I dziś i przed wiekami wartość człowieka mierzy się wartością zapłaconego zań okupu.

Oczywiście Chrystus jest najlepszym przykładem postawy kogoś, kto nie zabiega o uznanie dla siebie, ale pamięta o innych, ma wzgląd na innych. W przeciwnym wypadku nie byłoby Go nigdy na ziemi. 

Można zabiegać o szacunek dla siebie, ale zamiast koncentrować się na sobie, można też spoglądać ponad własny interes. Biorąc wzór z Chrystusa, zgodnie z sugestią Pawła: I nie czyńcie nic z kłótliwości ani przez wzgląd na próżną chwałę, lecz w pokorze uważajcie jedni drugich za wyższych od siebie. Niechaj każdy baczy nie tylko na to, co jego, lecz i na to, co cudze. Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie, który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej (Flp 2:3-8).

Dlaczego Jezus to wszystko zrobił? Zwykle koncentrujemy się na miłości Bożej jako motywie Jego działania. Ale na tę niezaprzeczalną miłość składał się też fakt, że On wysoko oceniał naszą wartość. Nas – nie tego, co osiągnęliśmy w życiu, co mamy i kim jesteśmy. Szatan często mówi danemu człowiekowi, że jest po prostu zerem, nikim. Ale Jezus zawsze patrzył na nas przez pryzmat tego, kim możemy się stać przy Bożej pomocy (o ile zmieniłoby się nasze postrzeganie innych ludzi, gdybyśmy spróbowali patrzyć na nich w ten sposób?). I zdecydował się ofiarować nam swoje poświecenie, pokorę, uniżenie – On służył nam w ten sposób. I w rezultacie, jak czytamy: ...Bóg wielce go wywyższył i obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano na niebie i na ziemi, i pod ziemią i aby wszelki język wyznawał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca (Flp 2:9-11).
Jak wynika z powyższych słów, Jezus sam doświadczył realizacji własnych słów z cytowanego fragmentu zapisanego w Mt 23:11-12. I chociaż również do tego samego ustępu Ewangelii nawiązują kolejni papieże, używający tytułu „Sługa sług Bożych”, to zastosowali ten tytuł bardzo przewrotnie. Na zasadzie: to ja jestem najpokorniejszym chrześcijaninem na świecie.

Przykład Pawła

Mając to na uwadze Paweł napisał: Miłością braterską jedni drugich miłujcie, wyprzedzajcie się wzajemnie w okazywaniu szacunku (Rz 12:10).

Jeden drugiemu – ale nie na zasadzie: „coś za coś”. Wyprzedzajcie się – nie czekając na powód do wdzięczności. Właśnie na tym polega też służenie Bogu z powodu okazanej łaski, a nie dla zapłaty za uczynki. 

Zamiast dobrze myśleć jedynie o sobie, lepiej dobrze myśleć też o drugiej osobie.
W innym miejscu Paweł mówi, w jaki sposób okazywać sobie szacunek: Dopełnijcie radości mojej i bądźcie jednej myśli, mając tę samą miłość, zgodni, ożywieni jednomyślnością, i nie czyńcie nic z kłótliwości ani przez wzgląd na próżną chwałę, lecz w pokorze uważajcie jedni drugich za wyższych od siebie. Niechaj każdy baczy nie tylko na to, co jego, lecz i na to, co cudze (Flp 2:2-4).

W praktyce możemy to uczynić na przykład uznając czyjeś racje. Nie zawsze ja muszę mieć słuszność we wszystkim, znać się na wszystkim najlepiej, mieć ostatnie słowo. Sporej liczby naprawdę dobrych inicjatyw nigdy nie zrealizowano – także w Kościele – tylko z tego powodu, że ktoś za wszelką cenę chciał postawić na swoim. Nie mówiąc już o sytuacji, kiedy ktoś sprzeciwia się dobremu pomysłowi tylko dlatego, że nie jest to jego pomysł. 
Miarą wielkości jest umiejętność ustąpienia (po odpowiedzeniu sobie, czy robię to dla siebie, czy dla dobra sprawy).

Niektórym nie tylko przez gardło nie przejdzie, ale nawet na myśl nie przyjdzie, żeby uznać kogoś za lepszego od siebie. Sprawiedliwość sprawiedliwością, a racja musi być po naszej stronie – jak słyszeliśmy w komedii o losach Pawlaków i Karguli.

A tak na marginesie: Jestem przekonany, że znakomicie uszczupliliśmy Boże błogosławieństwo dla swoich Kościołów i tego kraju przez pielęgnowania ducha rywalizacji między wyznaniami, przez wywyższanie się i patrzenie z pogardą na błędy współbraci w Chrystusie – prawdziwe, jak i wyimaginowane. Przez brak okazywania szacunku tym, którzy „do nas nie należą”.

Przykład Piotra

Apostoł Piotr napisał w swoim liście: Podobnie, młodzi, bądźcie ulegli starszym; wszyscy zaś przyobleczcie się w szatę pokory względem siebie, gdyż Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje (1 P 5:5).

Tu Biblia mówi m.in. o szacunku dla przeszłości. Nie jest dobrze myśleć, że mądrzy ludzie biorą początek ode mnie, podobnie jak wszystkie dobre pomysły to zdobycz mojego pokolenia. Ale i odwrotnie – nie można odrzucać wszystkiego, co nowe tylko dlatego, że nie jest stare. Znowu pojawia się tu zasada „jedni drugim” – tym razem chodzi o okazywanie pokory względem siebie. 
Mało którą z naszych cech Bóg równie mocno kocha, jak szczerą pokorę.

Uznanie swojej winy, przyznanie się do błędu jest też oznaką pokory. To trudna próba szacunku dla drugiej osoby – przyznać jej rację uznając swoją winę. To wcale nie musi oznaczać utraty prestiżu, autorytetu – często jest wręcz odwrotnie. To popularna choroba rodziców, nauczycieli, przełożonych, ale spotykana i u drugiej strony. 

Mam nieodparte wrażenie, że w pewnym momencie Kościół zatracił jedno ze swoich zasadniczych zadań: wychowywanie dzieci Bożych na obraz Chrystusa. Polegające między innymi na wzajemnym uczeniu się właściwych relacji: młodzi-starsi, mężczyźni-kobiety, rodzice-dzieci. Relacji nacechowanych wzajemnym szacunkiem, poszanowaniem, uznaniem. Czy w pogoni za kształtowaniem liderów, dojrzałych duchowych supermanów, nie gubimy czasem zwyczajnego człowieczeństwa, wychowywania po prostu prawych, szlachetnych ludzi, z ukształtowanym charakterem?

Grając w tej samej drużynie

Nie bądźmy chciwi próżnej chwały, jedni drugich drażniąc, jedni drugim zazdroszcząc (Ga 5:26).

Werset ten ilustruje sytuację braku szacunku i poszanowania dla drugiej osoby. W jej miejsce skwapliwie wchodzą: zazdrość, zawiść, pogarda, lekceważenie, obojętność, pycha, poniżanie.
To jest nierozerwalne: szacunek dla bliźniego to cześć oddawana Bogu, jego Stwórcy. 
Pomyślmy: ileż to razy z wyższością myśleliśmy czy - co gorsza – mówiliśmy o chrześcijanach z innych społeczności ewangelicznych, albo o tych ze Wschodu, a nawet z Zachodu. To wszystko się liczy, to wszystko wydaje owoce, ma swoje skutki. Ile dzieci wierzących rodziców nie chciało mieć nic wspólnego z Kościołem, bo przez lata nasłuchały się w domu, z rozmów rodziców, jacy to są ci wierzący.

Na koniec kilka praktycznych obserwacji:

Zamiast mówić źle o innych - jeśli trzeba – starajmy się napominać (czyli zachęcać , a nie bezdusznie ganić), zamiast krytykować – chciejmy podzielić się wątpliwościami z zainteresowanym.

W sytuacjach, które nam się nie podobają, nie stójmy z boku - wtedy przychodzą najgorsze pomysły.

Nawet przez ubiór można okazać szacunek lub jego brak ; także przez zachowanie, sposób mówienia i sposób traktowania. 

Szacunek to nie jest cecha bierna - można go okazywać w czynny sposób (wyprzedzajcie się!), budując opinię innych (byleby szczerze).

Każdy chrześcijanin powinien współdziałać w tym, aby inni wierzący mogli wypaść jak najlepiej, bo gramy przecież dla dobra drużyny, a nie dla własnej sławy, że użyję sportowego języka. Każdy powinien się cieszyć, kiedy inni mają jakieś osiągnięcia, sukcesy, są doceniani, a także pomagać im, żeby tak się działo. Każdy z nas powinien uczyć się poszanowania dla innych nie tyle ze względu na ich pozycję, ile ze względu na ich Stwórcę. Jednym słowem: „szanujmy się” - taka atmosfera na pewno nie pozostanie bez wpływu na rozwój Ciała Chrystusowego - zboru i Kościoła. A i nam na pewno będzie przyjemniej, kiedy będziemy jej doświadczać.

Artykuł ukazał się w „Słowie Prawdy” nr 11 / 2003
Za zgodą czasopisma „Słowo i Prawda”