Śmierć Jezusa Drukuj Email
Autor: Edward Czajko   
piątek, 25 marca 2016 08:00

„Wierzymy w Synostwo Boże Jezusa Chrystusa, poczętego z Ducha Świętego, narodzonego z Marii Dziewicy; w Jego śmierć na krzyżu za grzech świata […]”.

W typowej biografii znanych postaci, opis ich ostatnich dni i śmierci jest zazwyczaj krótki. Inaczej rzecz się ma, gdy idzie o Jezusa. Opowieść o kilku ostatnich dniach Jego życia, o Jego śmierci i zmartwychwstaniu zajmuje prawie połowę przekazu czterech Ewangelii kanonicznych. Mówią one bardzo wiele o nauczaniu Jezusa na temat Jego własnej śmierci. Spójrzmy zatem na nią z Jego perspektywy.

Nieuchronność

Jezus nauczał, że Jego śmierć jest faktem nieuchronnym. Ona musi nastąpić. Już na początku Ewangelii Marka czytamy, że On – Oblubieniec – będzie uczestnikom wesela zabrany (Mk 2, 19). W następnym rozdziale widzimy Go w zetknięciu z faryzeuszami przy uzdrowieniu w sabat człowieka z uschłą ręką. Zapytał ich, czy wolno w sabat zachować życie, czy zabić. Oni zaś natychmiast zaczęli się naradzać, jak by Go zgładzić. Zaraz też po tym, jak Piotr wyznał, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga, usłyszał z ust Mistrza, „że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, musi być odrzucony przez starszych, arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie i musi być zabity, a po trzech dniach zmartwychwstać” (Mk 8, 31). Ten werset zasługuje na uwagę także ze względu na utożsamienie Syna Człowieczego – chwalebnej postaci, której dane zostały władza, chwała i królestwo, i której przeznaczeniem było wstąpienie do Sędziego (Dn 7, 13) – z losem Cierpiącego Sługi z Księgi Izajasza 53.

Jezus wiedział, że musi umrzeć. Ta kwestia występuje raz po raz w centralnej części najstarszej Ewangelii, jaką niewątpliwie jest Ewangelia Marka. Przepowiada On swój los prawie tymi samymi słowami w Mk 9, 31 i 10, 33, czego szczytem jest mowa o okupie (Mk 10, 45): „Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i oddać swe życie na okup za wielu”.

Wypełnienie Pisma Świętego

Jezus widział swoją śmierć jako wypełnienie Pisma i z tego względu uważał ją za konieczną. Wierzył, że Pismo wiele mówiło o Nim i że przepowiedziało Jego śmierć. Piszą o tym wszyscy ewangeliści. Według Łukasza, Jezus po zmartwychwstaniu powiedział: „O głupi i gnuśnego serca, by uwierzyć we wszystko, co powiedzieli prorocy. Czyż Chrystus nie musiał tego wycierpieć, by wejść do swojej chwały! I począwszy od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co o nim było napisane we wszystkich Pismach” (Łk 24, 25-27). Podobnie u Marka (9, 12): „Ale jakże napisano o Synu Człowieczym? Musi wiele ucierpieć i za nic być poczytanym”. Gdy zaś nadchodziła chwila Jego męki, słyszmy Jezusa mówiącego: „Albowiem mówię wam, iż musi się wypełnić na mnie to, co napisano: Do przestępców był zaliczony; to bowiem, co o mnie napisano, spełnia się” (Łk 22, 37). W przekazie Jana o końcu życia Jezusa wypełnienie Pisma jest myślą naczelną. Zdrada Judasza i to, co go później spotkało, pragnienie, jakiego Jezus doznał na krzyżu, i Jego ostatni okrzyk, wszystko to – według Ewangelii Jana – jest wypełnieniem Pisma. W ten sam sposób ewangelista traktuje także podział Jego szat między żołnierzy oraz to, że Jego kończyny nie zostały połamane, a z boku polała się krew i woda. Wszystko to było wypełnieniem Pisma. Tak swoją śmierć rozumiał sam Jezus.

Akt dobrowolny

Jezus widział też swoją śmierć jako akt zupełnie dobrowolny. Powiedział bowiem: „Ja kładę życie swoje, aby je znowu wziąć. Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli” (J 10, 17). I dlatego właśnie „postanowił pójść do Jerozolimy” (Łk 9, 51), świadom, że idzie na śmierć. U Jana Jezus nieraz mówił, że nikt nie może Go tknąć, zanim nie dopełni się czas. Ale gdy nadeszła właściwa pora, postanowił pójść do Jerozolimy na spotkanie własnej śmierci. Śmierć Jezusa była zatem Jego dobrowolną decyzją. Mówił przecież, że Syn Człowieczy przyszedł, by oddać swoje życie (por. Mk 10, 45). Przyszedł na świat, by umrzeć. Narodził się, by umrzeć.

Śmierć Jezusa była też wolą Ojca: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał” – J 3, 16. Tak powiedział Jezus. Był też tego świadomy, gdy w Getsemane modlił się: „Abba, Ojcze! Ty wszystko możesz, oddal ten kielich ode mnie; wszakże nie co Ja chcę, ale co Ty” (Mk 14, 36). Jezus wybrał Golgotę, choć Jego ludzkie emocje wzdrygały się przed tym. Wybrał śmierć, bo wiedział, że taka jest wola Ojca. Jak zawsze, tak i teraz był jedno z Ojcem (J 10, 30).

Po stronie grzeszników

Jezus widział swoją śmierć również jako wyraz utożsamienia się z grzesznikami. Tym odróżniał się od tych rabinów, którzy pogardzali „ludem ziemi” (to znaczy prostymi ludźmi) jako grzesznikami niezdolnymi do wypełnienia Bożego prawa. Jezus natomiast, Wielki Nauczyciel, grzeszników przyjmował. Jadł z nimi. Już na początku swojej służby utożsamił się z nimi. Jak pamiętamy, Jan Chrzciciel chrzcił chrztem opamiętania na odpuszczenie grzechów. Mężczyźni i kobiety czujący brzemię grzechu przychodzili, by się ochrzcić; Jezus – choć bezgrzeszny – też przyszedł. Chciał swój los połączyć z losem grzeszników, utożsamiając się z nimi. Wtedy też otrzymał zapewnienie co do Bożego synostwa, a także został wyposażony w moc Ducha do służby jako Zbawiciel świata. Mówiąc później o swojej śmierci, widział ją jako wypełnienie swego chrztu: „Chrztem mam być ochrzczony i jakże jestem udręczony, aż się to dopełni” (Łk 12, 50). W całej służbie Jezusa widzimy wyraźnie Jego utożsamianie się z grzesznikami.

Sąd nad światem

Śmierć Jezusa była też Bożym sądem nad światem. Tak patrzył na to Jezus. „Teraz odbywa się sąd nad tym światem […]. A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę. A to powiedział, by zaznaczyć, jaką śmiercią umrze” (J 12, 31-33). Ten temat występuje wiele razy u Jana, ale także – i to w sposób bardziej obrazowy – u innych ewangelistów. Na przykład w przypowieści o dzierżawcach winnicy (Mk 12, 1-9), wzorowanej na słynnym podobieństwie z proroctwa Izajasza (Iz 5, 1-7). Właściciel winnicy oczekuje od dzierżawców określonej zapłaty, ale jej nie otrzymuje. Oni natomiast źle traktują posłane sługi. Niektórych po prostu zabijają. W końcu właściciel postanawia posłać swego syna z nadzieją, że go uszanują. Dzierżawcy zaś powiedzieli: To jest dziedzic, zabijmy go, a dziedzictwo będzie nasze. Tak też uczynili. Zabili i wyrzucili poza winnicę. Co uczyni właściciel winnicy? Przyjdzie i zniszczy dzierżawców. Słuchacze zrozumieli wymowę podobieństwa, byli wściekli i usiłowali pojmać Jezusa. Ale czas Jego śmierci jeszcze nie nadszedł. Tym podobieństwem dał jednak wyraźnie do zrozumienia, że jednym z celów Jego śmierci będzie pokazanie sądu Boga nad grzesznością zbuntowanego świata.

Ofiara

Następnie, Jezus widział swoją śmierć jako ofiarę. Zauważamy to na przykładzie Ostatniej Wieczerzy. Zamiast odnieść się do baranka paschalnego i „chleba utrapienia”, Jezus mówi: „To jest ciało moje” i „To jest moja krew przymierza”. Łamane ciało i przelana krew znaczą tylko jedno: gwałtowną śmierć. Jezus wiedział, że Jego śmierć będzie wypełnieniem wzoru Wyjścia (Exodusu), kiedy to krew baranka zachowała Izraela przy życiu. Śmierć Jezusa miała też zainaugurować nowe przymierze między Bogiem i ludźmi. Było ono konieczne nie dlatego, że Bóg się zmienił, ale dlatego, że człowiek nie był w stanie dochować w poprzednim przymierzu tego, co do niego należało. Prorocy Jeremiasz i Ezechiel oczekiwali dnia, kiedy to nowe przymierze będzie zawarte. Będzie się ono charakteryzowało – mówili prorocy – uwewnętrznieniem prawa Bożego, osobistym poznaniem Boga, przebaczeniem grzechów i otrzymaniem Ducha (Jr 31, 31-34; Ez 36, 26-28). Komentatorzy podkreślają, iż prorocy mówiąc o nowym przymierzu, nie wspomnieli o krwi, a przecież Pismo powiada, iż „bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia” (Hbr 9, 22). Stare przymierze z Synaju zostało potwierdzone krwią ofiarnych zwierząt. Nowe przymierze Jezus zawiera „we krwi swojej” – krwawą ofiarą, która gładzi grzechy raz na zawsze. „Pijcie z niego wszyscy, albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów” (Mt 26, 27). Tu więc jest owo brakujące ogniwo w proroctwie o nowym przymierzu – krew Jezusa złożona w ofierze. Dlatego Jezus był gotów umrzeć. I abyśmy o tym nie zapomnieli, ustanowił Wieczerzę Pańską, która jest sprawowana na Jego pamiątkę, podobnie jak Izraelici obchodząc Paschę, wspominali swój Exodus. Naszą Paschą, równie ostateczną, jak ostateczny jest nasz Exodus – jest sam Pan. Jezus umarł, by złożyć ofiarę swojej krwi (Łk 9, 31 – „mówili o jego zgonie [gr. exodus]”.

Okup

Następne słowo, które Jezus odniósł do swojej śmierci, ma również głębokie znaczenie: „Albowiem Syn Człowieczy przyszedł […], aby oddać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10, 45). Psalm mówi: „Przecież brata żadnym sposobem nie wykupi człowiek ani też nie da Bogu za niego okupu” (49, 7). To, czego człowiek nie był zdolny dokonać, Syn Człowieczy czyni dla „wielu” (hebraizm oznaczający „wszystkich”). Pojęcie okupu było rozpowszechnione w starożytnym świecie. Odnoszono je do wyzwolenia jeńców czy wykupu niewolników. A więc Jezus przyszedł wykupić człowieka zniewolonego! Dał swoje życie na okup za wielu. Tak czytamy w polskim przekładzie. Wobec tego w grece powinno być: hyper. Jednakże mamy u Marka przyimek: anti, co znaczy „zamiast, w zamian”. Jezus mówi więc wyraźnie, iż przyszedł umrzeć zamiast nas, w zamian za nas. Oddał swoje życie, abyśmy nie musieli ginąć na wieki, aby nas nie spotkała tzw. druga śmierć.

Znak naśladowców

Aby to jednak nie wyglądało na tanią łaskę, Jezus ma nam coś jeszcze do powiedzenia. Mówił uczniom swoim, że oni także muszą wziąć na siebie swój krzyż i naśladować Go (Mk 8, 34). Zasada krzyża musi być znakiem uczniów, jak była znakiem Mistrza. Kiedy synowie Zebedeusza prosili o zaszczytne stanowisko w Królestwie Bożym, zapytał ich, czy są gotowi pić kielich, który on sam będzie pić, i czy są gotowi być ochrzczeni chrztem, który On będzie ochrzczony – to znaczy podzielić Jego los (Mk 10, 38). Krzyż jest zatem drogą życia każdego naśladowcy Jezusa.

Zwycięstwo i wywyższenie

Śmierć Jezusa była też Jego zwycięstwem. Ewangelia Marka mocno akcentuje Jego triumf nad demonami. Już u Mk 1, 21-27 czytamy o mocy Jezusa nad duchami nieczystymi. „Przyszedłeś nas zgubić?” – pytały duchy nieczyste. Tak, właśnie po to Jezus przyszedł. Przyszedł, aby odnieść zwycięstwo nad „mocarzem”, bo sam był potężniejszy. Szczyt Jezusowego zwycięstwa to krzyż. Wychodząc na spotkanie krzyża, oznajmił: „Nadchodzi władca tego świata, ale nie ma on nic do mnie. Książę tego świata został osądzony” (J 14, 30; 16, 11). Aby zwyciężyć szatana, Jezus poszedł na krzyż.

Swoją śmiercią Jezus wszedł w totalną ciemność. Z ciemności, która ogarnęła świat, słyszeć dał się głos zupełnego porzucenia: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mk 15, 34). On prawdziwie cierpiał i prawdziwie został opuszczony przez Boga. W zamian za nas, zamiast nas.

Jego śmierć, w końcu, była też Jego absolutnym wy­wyższe­niem. Wiele razy przepowiadał wspaniały wynik swojego cierpienia. W każdej mowie o cierpieniu – u Marka – dodawał, że trzeciego dnia po swojej męce i śmierci zmartwychwstanie. U Jana mówił, że jest chlebem, który gdy zostanie złamany, da życie światu. Uczył, że kładzie życie swoje, by je później wziąć. Poprzez klęskę krzyża Jezus widzi swoje wywyższenie przez Boga. Śmierć i zmartwychwstanie stanowią jedność. Krzyż bez zmartwychwstania byłby sromotną klęską, smutnym końcem pięknego życia. Z kolei zmartwychwstanie bez krzyża – to tylko tradycyjny happy end. Jezus umarł i Jezus zmartwychwstał.

• • •

Jezus nie miał złudzeń. Wiedział, że takie życie i taka służba jak Jego może zakończyć się tylko śmiercią. Tak miało być. To jasno wynika z Pisma. Swoją śmierć Jezus wybrał dobrowolnie. Była ona też w planie Ojca. Jezus wiedział, że Jego śmierć będzie oznaczała całkowite, prawdziwe utożsamienie się z grzesznikami. Choć sam był bezgrzeszny, poszedł na krzyż, by dać wyraz gniewowi Boga nad światem. Jego śmierć była krwawą ofiarą i jednocześnie okupem. Wiedział, że będzie opuszczony przez Boga jako ten, który wziął na siebie grzech świata. Odczuwał też, że Jego śmierć nie jest kresem, że Bóg wzbudzi Go z martwych. Wiedział, że idąc na Golgotę, utoruje drogę innym poprzez swą śmierć. I że Jego krzyż będzie zwycięstwem Boga nad wszelką postacią zła, łącznie z jego szatańskim źródłem.

Zakończmy te rozważania słowami pewnego osobistego wyznania: „Wiem jedno. Wiem, że dzięki Jezusowi Chrystusowi i dzięki temu, kim On jest i co uczynił, i co czyni, moje relacje z Bogiem uległy całkowitej zmianie. Dzięki Jezusowi Chrystusowi wiem, że Bóg jest moim ojcem i przyjacielem. Codziennie i w każdej chwili doświadczam tego, iż mogę przyjść do Niego z ufną odwagą. On nie jest już moim wrogiem, On nie jest już nawet moim sędzią. Nie istnieje już nieprzebyta przepaść między Nim a mną. Czuję się swobodniej z Nim niż z kimkolwiek na świecie. A to wszystko dzięki Jezusowi Chrystusowi” (William Barclay).