Być uczciwym to coś więcej, niż nie być złodziejem Drukuj Email
Autor: Włodek Tasak   
czwartek, 10 sierpnia 2017 00:00

Kraj nasz (czyli społeczeństwo i rządzący) przerażająco dryfuje w otchłań moralnego rozkładu z powodu powszechnej nieuczciwości. Na afery w sferach władzy (rządowej i samorządowej) powoli ktokolwiek przestaje już zwracać uwagę, tak powszechne się stały. Politykom i urzędnikom dzielnie dotrzymują kroku przedsiębiorcy, a nawet i duchowni nie pozostają w tyle. Na potęgę oszukują uczniowie i ich rodzice. Na bakier z uczciwością są nawet policjanci i sędziowie! Do czego nas to doprowadzi? Ale to tylko część problemu.

Zwykle w pierwszym rzędzie uczciwość pojmujemy w kategoriach prawnych, mając na myśli postawy, które są jej przeciwieństwem: kradzież czy oszustwo. Tymczasem uczciwość jest ważnym pojęciem dotyczącym naszych postaw w kontekście lojalności, rzetelności, wierności zasadom, czyli naszej wewnętrznej integralności, spójności moralnej mówiącej o związku pomiędzy wyznawanymi przez nas wartościami a ich stosowaniem w życiu.

Po drugie, na uczciwość patrzymy jako na postawę przejawiającą się wobec innych ludzi.

Tymczasem powinniśmy ją widzieć w trzech płaszczyznach: oprócz wspomnianej powyżej, także względem Boga, jak również samych siebie.

Kilkanaście lat temu Kościół katolicki triumfalnie obwieścił powrót nauczania religii w szkołach (niewiele później trafiło ono i do przedszkoli). Można byłoby się więc spodziewać, że oto po latach prób kształtowania w społeczeństwie tzw. moralności socjalistycznej nastanie czas budowania w społeczeństwie od jego najmłodszych lat dobrych zasad chrześcijańskiej moralności (wszak o ile protestanci nie zgadzają się z katolikami w licznych punktach dotyczących praktykowania wiary, to co do moralności zasadniczych rozbieżności przecież nie mają). Dzisiejsi dwudziestolatkowie to ludzie, którzy przez całą swoją szkolną edukację powinni być kształtowani w duchu chrześcijańskiej moralności, której skrótowym podsumowaniem jest Dekalog. Niestety wciąż rosnąca przestępczość młodzieży to jeden z największych dramatów naszej polskiej rzeczywistości. Oczywiście nie jest temu winien ksiądz-katecheta, ale zjawisko to pokazuje, jak bardzo Kościół (niemal wszystkich Polaków) jest nieskuteczny czy wręcz bezradny w dziele kształtowania postaw i wychowywania.

Ale zostawmy problemy innych, spójrzmy na samych siebie. Czy na pewno każdy „wierzący” jest nieskazitelnym wzorem uczciwości w domu, szkole, pracy, swoim otoczeniu? Kiedyś miano „wierzący” było synonimem uczciwości i rzetelności w pracy. Czy na pewno nadal tak jest?

Ogromnym problem jest fakt porzucenia w zborach nauczania moralnego na rzecz, nazwijmy to - edukacji teologicznej. Tymczasem życie chrześcijańskie to nie tylko znajomość prawd w rodzaju, kim jest Bóg, czym różnią się od siebie Ojciec, Syn i Duch, albo jakie są kroki do zbawienia. To także nie poprzestawanie na apelach do ewangelizacji i modlitwy. Ale również wskazywanie i mozolne kształtowanie postaw mówiących jak żyć: wobec swoich bliskich, sąsiadów, współpracowników.

Jaki procent nauczania zborowego jest temu poświęcony? Nawiasem mówiąc – czy w ogóle się jakieś w zborze odbywa poza niedzielnym i ewentualnie środowym kazaniem? Obawiam się, że współczesny Kościół przestał wychowywać, a zaczął jedynie szkolić. Ale to już temat na inną okazję. Oczywiście każdy proces wychowawczy jest zadaniem niewdzięcznym. Szkoła woli realizować swój program dydaktyczny, niż zajmować się wychowywaniem młodzieży, uważając, że to rola rodziców, ci zaś oglądają się na szkołę i czasem na Kościół. Łatwiej jest nauczyć przysłowiowej tabliczki mnożenia czy „Ojcze nasz”, niż wychować uczciwego człowieka.

Tymczasem w Biblii jest wiele wezwań do kształtowania w wierzących (i w dzieciach) postaw, w których Bóg ma upodobanie: uczciwości, rzetelności, wiarygodności. Dla przypomnienia garść wersetów: Wychowuj chłopca odpowiednio do drogi, którą ma iść, a nie zejdzie z niej nawet w starości (Prz 22:6); A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu dzieci swoich, lecz napominajcie i wychowujcie je w karności, dla Pana (Ef 6:4); Czy nie pogardza się złodziejem za to, że kradnie, nawet aby zaspokoić głód?(Prz 6:30); Ty więc, który uczysz drugiego, siebie samego nie pouczasz? Który głosisz, żeby nie kradziono, kradniesz? (Rz. 2:21); Kto kradnie, niech kraść przestanie, a niech raczej żmudną pracą własnych rąk zdobywa dobra, aby miał z czego udzielać potrzebującemu (Ef 4:28); Kto postępuje uczciwie, doznaje pomocy; kto chodzi krętymi ścieżkami, wpada w dół (Prz 28:18); Tak abyście wobec tych, którzy są poza zborem, uczciwie postępowali i na niczyją pomoc nie byli zdani (1 Ts 4:12); We wszystkim stawiaj siebie za wzór dobrego sprawowania przez nie sfałszowane nauczanie i prawość, przez mowę szczerą i nienaganną, aby przeciwnik był zawstydzony, nie mając nic złego o nas do powiedzenia (Tyt 2:7-8); Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały. Czyńcie to, czego się nauczyliście i co przejęliście, co słyszeliście, i co widzieliście u mnie; a Bóg pokoju będzie z wami (Flp 4:8-9).

Na początku napisałem, że problem uczciwość należałoby rozpatrywać w trzech jej aspektach. Przypatrzmy się więc każdemu z nich. Wbrew pozorom najważniejsze, aby kierowała naszym życiem uczciwość względem Boga (Odpowiedział Jezus i rzekł mu: Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy - J 14:23). Na nią składa się przede wszystkim znaczenia pojęcia „Jezus jest Panem” w moim życiu.

Jezus powiedział: Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie (Mt 7:21) . Nie może być tak, że deklarujemy całkowite oddanie swojego życia Chrystusowi, a później, jak gdyby nigdy nic, kierujemy się w nim własnym egoistycznym interesem. Nie możemy być chrześcijanami tylko wtedy, kiedy jest to dla nas wygodne, kiedy zaś wymaga to od nas jakichś wyrzeczeń, ofiar – skrzętnie o wszystkim zapominamy. Bowiem, było nie było, zapieramy się Chrystusa. Paweł napisał: nie wstydzę się ewangelii Chrystusowej, jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy... (Rz 1:16). Przejawem takiej postawy jest życie godne Ewangelii. Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie (Mt 5:16). To życie, które charakteryzuje postępowanie nie przynoszące ujmy Bogu, ale przeciwnie: będące odbiciem atrakcyjności osoby Chrystusa, pociągającym przykładem, wskazaniem na wspaniałość Jego osoby. Nie ma nic gorszego, niż chrześcijanin, którego życie jest zaprzeczeniem Ewangelii, dyskredytowaniem nauki Chrystusa. Wywoływaniem komentarzy w rodzaju: „To chrześcijanie tak postępują?” (Słyszy się powszechnie o wszeteczeństwie między wami i to takim wszeteczeństwie, jakiego nie ma nawet między poganami, mianowicie, że ktoś żyje z żoną ojca swego - 1 Kor 5:1), albo: „Byłbym chrześcijaninem, gdyby nie chrześcijanie” (Gandhi).

Innym przykładem nieuczciwości względem Boga jest nasza postawa wobec dziesięciny czy szerzej – ofiarności. Czy człowiek może oszukiwać Boga? Bo wy mnie oszukujecie! Lecz wy pytacie: W czym cię oszukaliśmy? W dziesięcinach i daninach (Mal 3:8). Oczywiście nikt nie jest w stanie Boga oszukać, dlatego mówi on dalej: Jesteście obłożeni klątwą, ponieważ mnie oszukujecie, wy, cały naród (Mal 3:9). Ale my próbujemy, a później dziwimy się, że ciągle nam nie wystarcza „do pierwszego”. To jest właśnie brak błogosławieństwa będący skutkiem naszej nieuczciwości. I nie tłumaczmy sobie, że dziesięcina obowiązywała w Starym Testamencie, a my żyjemy w Nowym Przymierzu, bo ono polega na tym, że teraz do Boga należy już wszystko, co wydaje się być naszym, a nie tylko dziesięć procent!

Uczciwość wobec innych to zgodność pomiędzy naszymi słowami a czynami, która buduje naszą wiarygodność (a nie tylko naszą, ale też naszego Kościoła i samego Boga). Niechaj więc mowa wasza będzie: Tak - tak, nie - nie, bo co ponadto jest, to jest od złego (Mt 5:37) Chrześcijanin, który nie dotrzymuje obietnic, nie oddaje pieniędzy, nie wywiązuje się z zobowiązań, to nie jest jedynie brat, który ma swoje słabości. To jest ktoś nieuczciwy, nierzetelny, niewiarygodny, ktoś, kto rzuca cień na pozostałych. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że czyjś grzech (nazywając rzeczy po imieniu) – nie napiętnowany, nie leczony będzie osłabiał całą społeczność. Czy nie wiecie, że odrobina kwasu cały zaczyn zakwasza? (1 Kor 5:6).

Było kiedyś w naszym języku słowo spolegliwość, było też powiedzenie „polegać jak na Zawiszy”. Dziś niestety obydwa poszły do lamusa, jako niezrozumiałe, „niedzisiejsze”. Niestety, nie tylko w sensie archaiczności języka, ale także wartości, które określały. Jeszcze raz wyrażę swoje zdziwienie, że o wiele więcej uwagi przywiązujemy w naszych zborach do tego, by ludzie wierzyli biblijnie, niż aby żyli według biblijnych zasad postępowania. Tymczasem, według mojej ulubionej zasady Jezusa, te rzeczy należało czynić, a tamtych nie zaniedbywać (Mt 23:23).

Na koniec zostawiłem uczciwość wobec samych siebie, kto wie czy nie najtrudniejszą. Myślę tu przede wszystkim o dwóch rzeczach. O pierwszej Jezus powiedział: Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie (Łk 9:23). To jest przeciwstawianie się temu, co dla nas łatwiejsze: kompromisowi z grzechem, własnej wygodzie, która walczy z powinnością, wymówce, która wypiera niewygodną prawdę. To unikanie pójścia na łatwiznę, duszenia głosu własnego sumienia, przez które Duch Święty próbuje do nas mówić. To chęć i umiejętność mówienia sobie prawdy, choć dużo łatwiej jest poprzestać na jej częściach („pół prawdy to całe kłamstwo”).

O drugiej rzeczy napisał Paweł: Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się (Ef 6:13) oraz Dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść (1 Kor 10:13). Mowa jest tu o walce z grzechem, naszym największym utrapieniem na ziemi. Wewnętrzna uczciwość wymaga, abyśmy nie szukali sobie łatwych wymówek, że nie byliśmy w stanie się oprzeć pokusie. To się może zdarzyć, ale nie ma prawa zdarzać się za każdym razem. Biblia uczy nas w powyższych wersetach, że Bóg daje nam siły do odparcia pokusy, wyposaża nas do skutecznej walki o zwycięstwo nad nią. Dał nam przecież zwycięstwo nad grzechem (Rz 6:14). Jeśli tylko chcemy walczyć z grzechem w naszym życiu, mamy wszelkie dane ku temu, aby nam się powiodło. Zamiast się tłumaczyć, że ja już taki jestem (i np. wybucham gniewem z byle powodu).

Oba rodzaje uczciwości (w znaczeniu prawnym i postawy życiowej) idą w parze, ale ta pierwsza nie jest dla mnie wartością samą w sobie. Wiem, że to ryzykowna teza, ale przez wieki mieliśmy na pęczki chrześcijan nieskazitelnych wobec prawa, a jednocześnie odpychających dla Boga i bliźnich ze względu na swoją postawę. Faryzeusze (bo o nich tu mowa, choć w znaczeniu przenośnym) zostali przecież dogłębnie skompromitowani przez Jezusa już w Ewangeliach.

Tymczasem bycie chrześcijaninem to w dużej mierze bycie wyzwaniem dla świata ze względu na swoje życie, postępowanie, zachowanie. Ilu jest takich, którzy są pociągającym przykładem, a nie jedynie znawcami reguł?

Zakończę wersetem z księgi Jeremiasza: I jeżeli będziesz przysięgał: „Żyje Pan“ szczerze, uczciwie i sprawiedliwie, wtedy narody będą sobie życzyć błogosławieństwa takiego jak twoje i tobą będą się chlubić (Jer 4:2). Okazuje się, że uczciwość w postępowaniu to bardzo dobry kapitał.

Zastanówmy się, czy w naszych zborach nie należałoby położyć większego nacisku na nauczanie na temat moralności. Może i trudno jest nauczać o rzeczach z pozoru oczywistych. Ale dziś już nic nie jest oczywiste w dziedzinie moralności, choć może kiedyś było. Ani seks przedmałżeński, ani dotrzymywanie obietnic, ani poczucie odpowiedzialności przed Bogiem i Kościołem. Niestety. Jeśli się tym nie zajmiemy już teraz, wcale nie trzeba będzie czekać długo, żeby „wierzących” nie tylko dało się znaleźć w więzieniach, ale i dla nas samych zatrudnienie „brata ze zboru” będzie sporym ryzykiem.


Za zgodą redakcji czasopisma "Słowo Prawdy"